niePEŁNOSPRAWNY turysta

niePEŁNOSPRAWNY turysta

Berlin, Niemcy

DSC_0162

14.07.2014 r.

Stolica naszych zachodnich sąsiadów kusiła nas już od jakiegoś czasu. Mieliśmy odwiedzić ją rok wcześniej wracając z EuroTripu z Paryża/Disneylandu, ale finalnie wpadliśmy na kilka godzin do Amsterdamu. Tym razem zaplanowany był tylko Berlin. 

Hotel, dworzec i okolice

W drogę z Gdańska do największego miasta w Niemczech wyruszyliśmy samochodem. Po sześciu godzinach jazdy (w tym dwóch postojach), dotarliśmy do naszego hotelu. Tym razem wybraliśmy hotel Ibis am Ostbahnhof. Zarezerwowaliśmy pokój przystosowany dla osób niepełnosprawnych, a także garaż podziemny. Za dwuosobowy pokój, na trzy doby, co ważne w okresie „majówki” (ceny są w tym czasie wyższe), zapłaciliśmy 267 € + po 10 € za dobę za zamknięty parking. Nie jest to może cena niska, ale jednak się opłacało. Hotel położony jest nad samą rzeką Sprewą, w bardzo bliskiej odległości od dużego dworca Osbanhoff (dworzec wschodni). O pokoju hotelowym nie ma się co rozwodzić. Przystosowany wedle dobrych standardów (może łóżko ciut za wysokie), łazienka również (m.in. podpórki przy sedesie, lustro z regulowanym nachyleniem). To było to czego oczekiwałem. Z jednym zastrzeżeniem może, dla osób nieco mniej sprawnych – pod prysznicem siedzi się na zwykłym krześle (dla mnie nie było to żadnym problemem).

DSC_0271 DSC_0106 DSC_0054Sam hotel jest świetną bazą wypadową. Zaraz obok znajduje się jedna z arcyciekawych atrakcji miasta – East Side Gallery. Ten pomnik, pozostałość Muru Berlińskiego ciągnącego się w tym miejscu przez ok. 1,5 km, unaocznia przechodniom istniejący w tym miejscu onegdaj podział na dwa jakże różne państwa. Na jego ścianach stworzono galerię niesamowitych murali nawiązujących w swym wyrazie do miejsca, w którym się znaleźliśmy. Naprawdę jest na co popatrzeć. Dokładnie w połowie muru znajduje się „wyrwa”, pozwalająca na przekroczenie nieistniejącej już granicy i kontynuowanie spaceru bulwarem nad samą rzeką Sprewą. Visa vi tego wejścia znajduje się nowoczesna hala sportowa, gdzie mecze swoje rozgrywają koszykarska Alba Berlin czy hokejowe Polarne Niedźwiedzie – hala O2 World. Spacerując dalej ulicą, warto dotrzeć do skrzyżowania z Warschauer Strasse – znanej z licznych klubów, dość imprezową częścią Berlina.

Wracając jednak do usytuowania hotelu, warto kilka słów poświęcić dworcowi Osbahnhof i komunikacji miejskiej. Dworzec jest naprawdę duży i można z niego dojechać właściwie w każde miejsce w Berlinie. W ogóle Berlin jest bardzo dobrze skomunikowany, a prawie wszystkie perony przystosowane. Piszę prawie, bo raz zdarzyło nam się trafić na peron bez wind. Podróżując jednak po „główniejszych” nie było obaw o tego typu problemy. Pociągi, zarówno U-Bahn jak i S-Bahn[1] są tak skonfigurowane, iż z peronu wchodzi się do wagonu praktycznie jak po blacie, a przerwa między nimi jest znikoma. Zakupu biletu dokonuje się np. na samym peronie w automacie – w opcjach można wybrać język polski. Ceny biletu zależą od jego rodzaj tzn. podziału na ulgowy/zwykły, dwugodzinny/całodniowy/dwudniowy i kształtują się od 1,7 do 16 €. Niestety nie znaleźliśmy odpowiedzi na pytanie jaki bilet przysługuje inwalidzie i jego opiekunowi, więc na wszelki wypadek kupiliśmy dwa ulgowe. Jak już wspominałem, tą drogą przemieszczaliśmy się po całym Berlinie, choć z reguły dopiero jak już byliśmy naprawdę zmęczeni bądź kropił deszcz. Plan był taki by zobaczyć jak najwięcej spacerując, ale fajnie, że opcja komunikacyjna była w końcu dostępna praktycznie bez ograniczeń. Fakt, że czasami poruszaliśmy się pociągami, miał związek również z tym, iż po centrum Berlina autem można poruszać się tylko po uprzednim wykupieniu specjalnej plakietki samochodowej. Raz, że jest to dodatkowy koszt, a dwa parkowanie w centrum miast jest dość trudne ze względu na stosunek miejsc parkingowych[2] do ilości samochodów.

W tymi miejscu warto również wspomnieć, że na dworcu znajdują się restauracje oraz dwa duże markety – Lidl i Rewe. Polecam ten drugi, ze względu na dużą różnorodność w asortymencie (ceny w obu podobne i nie odbiegają od cen w Polsce, chyba że na korzyść – kilogramowa paczka żelków Haribo niecałe 4 € ;-)). Pamiętać jednak należy, iż w niedziele markety w Niemczech są nieczynne.

Kończąc ten wątek warto jeszcze zauważyć, iż położenie hotelu jest na tyle dobre, że do centrum (np. Alexanderplatz) „na piechotę” idzie się niecałe 30 min. Drogi, chodniki czy krawężniki są wszędzie przystosowane i mają ułatwienia w postaci zjazdów.

Atrakcje turystyczne centrum Berlina

Pierwszego dnia, a właściwie popołudnia, prócz wspomnianych wyżej okolic, ruszyliśmy na Alexanaderplatz i pod Wieżę Telewizyjną. Do placu dotarliśmy piechotą w niecałe 30 minut, choć pociągiem można dojechać w 8 (druga stacja od Ostbahnhof). Idąc, kierowaliśmy się w stronę Wieży Telewizyjnej, górującej nad całym miastem. Jest to piękny punkt widokowy. Alex, jak nazywają plac berlińczycy, sam w sobie nie jest może ogromny, ale właściwie tworzy całość z placem pod wieżą i to już jest dość spory obszar. Wszędzie można poruszać się wózkiem bez problemów. Niestety problem jest w wejściem na Wieżę. A będąc precyzyjnym, osoba na wózku nie może wjechać na górę. Winda co prawda jest, ale jak wytłumaczył nam uprzejmie ochroniarz, wjazd wózkiem inwalidzkim ze względów bezpieczeństwa, jest zabroniony. Tłumaczenie było dość absurdalne, ale cóż… Spod wieży ruszyliśmy dalej w kierunku Brandenburger Tor czyli bramy Brandenburskiej znajdującej się przy Pariser Platz. DSC_0067Tego popołudnia nie specjalnie rozglądaliśmy się poruszając się po Unter den Linden w kierunku wspomnianego obiektu. Brama Pokoju, bo również tak jest nazywana, to bardzo charakterystyczne miejsce w Berlinie, często pokazywane w telewizji przy okazji relacji ze stolicy Niemiec. Monument powstał w latach 1789-1791 i mierzy 26 m wysokości. Wykończony jest tzw. Kwadrygą, rzeźbą jadącej powozem bogini Wiktorii. Wieczorem zabytek jest podświetlony, a tradycją stało się przejście pod jego kolumnami.

Idąc dalej za Bramę, wchodzi się na obszar Grosser Tiergarten – drugiego co do wielkości obszaru w Berlinie i trzeciego największego parku w całych Niemczech[3] (a to wszystko w samym centrum wielkiej aglomeracji miejskiej). Krajobraz parku jest przecudny, a boczne alejki z postawionymi ławeczkami pozwalają odpocząć nawet najbardziej zmęczonym zwiedzającym. Na terenie znajdują się również eleganckie toalety miejskie. DSC_0081W centrum ogrodu znajduje się widoczna już z daleka, Kolumna Zwycięstwa, upamiętniająca wiktorie Prus w wojnach z Danią, Austrią, a także Francją (odsłonięta 1873 r.). Całość, park i monument, tworzą niezapomnianą scenerię i budzą refleksję nad wartością tak rozległej zieleni dla skupiska miejskiego. Wracając spod kolumny, odpoczęliśmy na jednej z ławeczek a następnie ruszyliśmy w powrotną drogę do hotelu.

Wyspa Muzeów – Muzeum Pergamońskie

Przed wyjazdem wytyczyliśmy dwie alternatywne trasy zwiedzania. Jedna z nich opierała się na zwiedzaniu obiektów takich jak muzea.

Z uwagi na faktem, iż pierwszego dnia obudził nas padający deszcz. Postanowiliśmy, że jest to odpowiedni czas do zapoznania się z bogactwami kultury światowej, zwożonymi przez Niemców na przestrzeni wieków. Tak trafiliśmy na Wyspę Muzeów i do najbardziej znanego obiektu – Muzeum Pergamońskiego.

Wyspa Muzeów to faktycznie wyspa w centrum Berlina, znajdująca się między dwiema odnogami przepływającej przez to miasto rzeki Sprewy. Cały kompleks składa się z kilku obiektów, scalających w sobie różnorodne wystawy dóbr kulturalnych. Ten wyjątkowy zespół muzealny powstał na przestrzeni stu lat, między 1830 a 1930 rokiem. Atrakcji dla osób lubujących się, powiedziałbym w rozrywkach kulturalno-wizualnych, jest tu multum. Od kolekcji numizmatycznych w Bode-Museum, poprzez skarby Muzeum Egipskiego, po eksponaty Starej Galerii Narodowej. U „bram wejścia” na teren wyspy podziwiać można, zbudowaną z wielkim przepychem, choć protestancką, Berliner Dom – czyli Katedrę berlińską. Nas jednak najbardziej interesowało Pergamonmuseum, czyli Muzeum Pergamońskie. Obiekt ten, uchodzi za jeden z najważniejszych tego typu na świecie, a eksponaty zebrane w „Pergamonie” to unikaty o wyjątkowej wartości i urodzie. Zanim jednak o tym co we wnętrzu muzeum, dwa słowa o wejściu. W związku z padającym deszczem, nie tylko my wpadliśmy na pomysł ze zwiedzaniem muzeów w roli głównej. Na „dzień dobry”,  przed wejściem do galerii, przywitała nas kolejka długości, na oko, 2 godzin stania. Nie zrażając się tym, postanowiliśmy dotrzeć do jej początku i tam szukać ratunku. To był dobry ruch. Okazało się, iż nie musimy czekać w całym tym tłumie, aby dostać się do środka. Choć trzeba o to zapytać ochroniarzy, gdyż ze znaków to nie wynika – jest tylko oznaczone wejście z podjazdem. Odwaga się opłaciła i już po dwóch minutach znaleźliśmy się w ciepłych murach muzeum. Jeszcze tylko przerwa na przystosowaną toaletę i można było spokojnie zwiedzać. Bilet dla osoby niepełnosprawnej jest bezpłatny, a dla jej opiekuna ulgowy – 6 €.

DSC_0105DSC_0090aDSC_0095

Eksponaty muzeum pergamońskiego robią naprawdę kolosalne wrażenie. Obcowanie z egzemplarzami pochodzącymi z czasów przed chrystusowych, potrafi nadać zwiedzaniu należytego pietyzmu i fascynacji. Z jednej strony Sala pałacowa z Asyrii (XII w. p.n.e.) czy Brama targowa z Miletu (120 r. n.e.), z drugiej zaś babilońska Brama Isztar z drogą procesową (VI w. p.n.e). W między czasie podziwiać można posągi bogini Ateny czy Persefony. Główną jednak atrakcją, jest gigantyczny Ołtarz z Pergamonu pochodzący z ok. 160 r. p.n.e. Na jego schodach warto zatrzymać się dłużej i wsłuchać w opowieści płynące z audio przewodnika w języku polskim, w którego możemy, zupełnie bezpłatnie, się zaopatrzyć przy zakupie biletów. Naprawdę warto.

Niestety, dostępne dla zwiedzających niepełnosprawnych są jedynie eksponaty na parterze i pierwszym piętrze. Piętro drugie, z wystawą kultury islamskiej, nie posiada działającej windy – przynajmniej tak nas poinformowano, bo z prospektu wynika co innego… Ta drobna niedogodność nie stanowi jednak dużego problemu, gdyż chcąc dokładnie zeksplorować parter i pierwsze piętro poświęcimy na to kilka „ładnych” godzin. Muzeum Pergamońskie jest z pewnością warte swojej renomy.

Nasyceni po stokroć kulturą wysokich lotów, postanowiliśmy udać się w poszukiwaniu zaspokojenia głodu niższego rzędu – słynnych berlińskich kebabów. Fastfood w postaci rollo czy pity jest tu praktycznie na każdym kroku, a jego smak jest faktycznie wyjątkowy. Koszt to ok. 3-4 €.

W ten sposób upłynęło nam praktycznie całe popołudnie. W dalszej części dnia, a właściwie zbliżający się wieczór, postanowiliśmy spędzić u znajomej, mieszkającej w Berlinie praktycznie od urodzenia. Choć mieszka ona na drugi końcu miasta, bez problemu dotarliśmy tam kolejką miejską. Wieczór w dobrym towarzystwie i przy butelce Reislinga był bardzo przyjemny…, a powrót do hotelu okazał się krótszy niż początkowo sądziliśmy.

Centrum Berlina i jego okolice.

Drugi dzień zapowiadał się arcyciekawie i miał obfitować w zwiedzanie atrakcyjnych miejsc Niemieckiej stolicy szczególnie, że w przeciwieństwie do dnia poprzedniego, obudziło nas piękne słońce.

Wojaże rozpoczęliśmy od solidnego śniadania – jak już wspominałem żywność w marketach niemieckich nie jest droga, nawet ja na „polską kieszeń”.  Po posileniu się, ruszyliśmy w miasto, przemierzając ulice na których co i rusz, napotkać można tzw. skłoty – a więc pustostany zagospodarowane przez undergroundową młodzież, bądź po prostu bezdomnych.

Pierwszą naszą atrakcją, znajdującą się „na powietrzu”, okazał się Checkpoint Charlie. DSC_0110To przejście graniczne amerykańskiego sektora, upamiętnia stojąca tam wciąż budka strażnicza, umożliwiająca także zrobienie sobie zdjęcia z amerykańskimi żołnierzami jej pilnującymi.  Kolejnym punktem na naszej trasie była Topografia Terroru – obszar miejski, w którego obrębie znajdowały się główne instytucje nazistowskiego terroru: Służba Bezpieczeństwa, Gestapo oraz hotel, w którym rezydował Heinrich Himmler. Miejsce upamiętniają ruiny murów wspomnianych budynków oraz przejmująca wystawa zdjęć z lat trzydziestych i czterdziestych ubiegłego wieku. Całość zwiedzania możliwa bez opłat. Maszerując dalej wytyczoną trasą, dotarliśmy do Postdamer Platz i Sony Center.DSC_0142 Miejsce to stanowi serce nowoczesnej części miasta, z jej restauracjami, kinami, sklepami, parkiem Lego, a także najciekawszym prawdopodobnie architektonicznie obiektem w Berlinie, Sony Center – europejskim centrum Sony. Do tej ekstrawaganckiej architektury dojdziemy aleją gwiazd niemieckiego kina z wmurowanymi gwiazdami takich sław jak Klaus Kinski. W obrębie miejsca, o którym mowa, warto odszukać adres  Postdamer Platz 1 (Panoramapunkt)DSC_0133b szczególnie, że nie jest to specjalnie trudne. Pod tym adresem mieści się punkt widokowy na topografię całego Berlina z najszybszą windą w Europie, która wywozi na sam szczyt budynku zaledwie w 8,5 sekundy (23 piętra). Koszt wjazdu jest zerowy dla osoby niepełnosprawnej, a jej opiekun musi wysupłać 5€. Walory estetyczne i widokowe, bezcenne. Po wyjściu z budynku, warto także zwrócić uwagę na dość duży zegar na środku placu poczdamskiego. Jest to rekonstrukcja pierwszych w Europie świateł ulicznych. Na placu zatrzymaliśmy się jeszcze na chwilkę na toaletę oraz zrobienie małych zakupów w pobliskim centrum handlowy. Mogliśmy ruszać dalej.

Kolejnym celem naszej wycieczki był Memoriał Żydów pomordowanych w Europie. Zanim jednak weszliśmy na teren memoriału, postanowiliśmy zrobić sobie przerwę i usiąść spokojnie na trawie w leżącym naprzeciwko parku. Słońce przygrzewało przepięknie, a mały jasny Berliner schładzał idealnie. Po około 30 min ruszyliśmy obejrzeć monument. Z daleka wspomniany pomnik nie robi dużego wrażenia, ot betonowe kloce różnej wielkości. Obraz ten jednak zmienia się w trakcie zbliżania się do memoriału. Okazuje się, że tzw. stele są różnej wielkości a teren miedzy nimi pagórkowaty. Pomiędzy kloce, czyli właściwie do środka pomnika można wejść (również wjechać wózkiem) i przejść się labiryntem idąc płaską dróżką, która nagle zapada się w dół. Uczucie w trakcie takiej przechadzki jest niesamowite i mocno przytłacza, domyślam się że celowo, by nawiązać do emocji Żydów zamkniętych w Gettach i obozach zagłady. Wyjątkowe przeżycie i powód do refleksji.DSC_0153b

Niedaleko monumentu, znajduje się wart zobaczenia gmach Reichstagu – parlamentu niemieckiego. Po kilku fotkach w tym obszarze, ruszyliśmy w drogę powrotną, w stronę Bramy Brandenburskiej i naszego hotelu. Zanim jednak w nim wylądowaliśmy, czekało nas jeszcze kilka atrakcji. Po drodze zaszliśmy na sławne na całym świecie lody Haagen-Dazs i wtedy właśnie zobaczyliśmy muzeum figur woskowych Madame Tussauds. Cena biletów jest dość wysoka, bo 21€ od osoby. Na szczęście niepełnosprawni nie płacą, więc koszt wejścia z żoną, rozkładając na dwie osoby, wyniósł 10,5€. W środku rewelacja. Oczywiście cały obiekt dostosowany do poruszania się wózkiem, a prócz samego oglądania, można figury dotykać, obejmować, robić zdjęcia czy wylądować na kozetce u dra Freud’a. Przekrój znanych osobistości ogromny – od papieża Jana Pawała II, przez Obamę, Shreka i Willa Smitha, po Bono z U2 i gwiazdy sportu z Cristiano Ronaldo na czele. Moim skromnym zdaniem warto, choć na pewno wydatek dla pojedynczej osoby „zdrowej”, nie mały.

DSC_0056 DSC_0208 DSC_0179

Po wyjściu z „gwiazdozbioru”, ruszyliśmy wciąż skąpani w słońcu, wzdłuż Unter den Linden w kierunku Bebelplatz. Bebelplatz to dość duży plac z budynkiem opery i ważnym, niechlubnym historycznie miejscem. To tu w 1933 r. naziści, kierowani przez Goebbels’a, spalili ponad 20 000 książek, uznanych przez propagandę za nieporządane. Pod placem, znajduje się dziś,  upamiętniająca tamto zdarzenie Versunkene Bibliothek. Gdy doszliśmy na plac, okazało się, że właśnie odbywa się na nim czytanie „na głos”, do mikrofonu poezji, a na obszarze całego placu rozstawiono wygodne fotelu, by uczestnicy czytania mogli je w dogodnych warunkach kontemplować. Na środku palcu stał także regał z książkami, które można było wypożyczyć bądź dołożyć swoje, w myśl zasady „daj książce drugie życie”. Ciekawe doznanie kulturalne.DSC_0258

Wracając do hotelu zwróciliśmy także uwagę na pojawiające się wzdłuż ulic różnokolorowe rury. Jak się okazało, jest to symbol muru berlińskiego, który niegdyś prowadził w tych miejscach. Po dojściu do punktu naszego zakwaterowania, odświeżyliśmy się i raz jeszcze udaliśmy się nad Sprewę, w okolice East Side Galery. Przy dźwiękach muzyki elektronicznej, z rozstawionych nad rzeką deck’ów, sącząc niemieckie piwo wśród ludzi oddających się różnego rodzaju zabawach i grach, żałowaliśmy że jutro czas będzie ruszać w drogę powrotną do Polski. DSC_0277Na szczęście czekała nas jeszcze wizyta w Poczdamie – mieście ważnym z punktu widzenia, nie tak odległej znowu, historii.

Podsumowanie. Berlin jest godny polecenie osobom niepełnoprawnym. Chodniki, ulice i atrakcje turystyczne są praktycznie w 100% przystosowana do przyjęcia osób poruszających się na wózkach inwalidzkich. Kolej miejska również właściwie całkowicie przystosowana. Do tego Berlin jest świetnie skomunikowany jeśli chodzi poruszanie się po nim tzw. „Banką”.
Ceny w stolicy Niemiec do przyjęcia. Jeśli chodzi o wyżywienie to nawet można rzec, że podobne do naszych. Nic tylko ruszać „na Berlin”.

Data wyjazdu: 01.05.-04.05.2014 r.

Na drugą część zwiedzania Berlina zapraszam tutaj „Berlin po raz drugi czyli Gemaldengalerie i Reichstag”.

∗∗∗

 

[1] U-Bahn i S-Bahn jeżdżą z tych samych dworców i czasami torów, a różnią się tym, że jednak jest koleją nadziemną a druga podziemną.

[2] Z tego co wiem, samo parkowanie na „kopercie” jest bezpłatne – tylko najpierw trzeba znaleźć wolną;-)

[3] Obszar ten liczy 2,1 km².



Komentarze

Ten wpis nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

Dodaj komentarz