niePEŁNOSPRAWNY turysta

niePEŁNOSPRAWNY turysta

Kanary po raz drugi czyli atrakcji Lanzarote ciąg dalszy

09.04.2017 r.

Zdjęcia, jak zwykle, po kliknięciu powiększają się 🙂 .

Druga nasza wycieczka po wyspie Lanzarote, miała na celu zwiedzenie północnej części wyspy. O pierwszej, eksplorującej południe, możecie przeczytać w poprzednim wpisie Wyspy Kanaryjskie po raz drugi. Lanzarote. O wycieczce natomiast na inną z kanaryjskich wysp – Fuerteventurę, przeczytacie tutaj.

Po wypożyczeniu samochodu, tym razem Nissana Juka, ruszyliśmy malowniczymi drogami w kierunku pierwszej stolicy wyspy, miasta Teguise. Nazwa miejscowości pochodzi od imienia córki ostatniego tubylczego władcy Lanzarote i do 1852 roku, z uwagi na wysokie położenie miasta (a więc miejsca trudno dostępnego dla piratów, którzy regularnie najeżdżali wyspę – jedna z ulic nosi nawet nazwę „ulicy krwi”, upamiętniając rzeź z 1596 r.), pełniła rolę stolicy.

Każdej niedzieli odbywa się w Teguise jarmark. O ile asortyment jest tam bardzo szeroki i możemy kupić praktycznie wszystko (od kosmetyków, przez drewniane koszyki, okulary czy wino, po gadżety z oficjalnego stoiska klubu piłkarskiego z Lanzarote), to ceny bywają wyższe niż w miastowych sklepach. Warto się targować 🙂 . Mimo to, skusiliśmy się na parę pamiątek i przy okazji zaliczyliśmy porządny spacer między straganami. Poruszanie się nie powinno przysporzyć większych trudności, choć możemy napotkać górki i uliczki wyłożone kamieniami.

Z targu podjechaliśmy jeszcze na górujący nad miastem Teguise Castillo de Santa Barbara – XVI wieczny zamek, wzniesiony na szczycie wysokiej na 452 metry, góry Guanapay. Zrobiliśmy tam „kółeczko” samochodem, zachwycając się pejzażem. Nie wysiadaliśmy, gdyż znalezienie choć najmniejszego miejsca do zaparkowania, okazało się niemożliwe. Warto jednak podjechać, choćby tylko z uwagi na widoki.

Z Teguise udaliśmy się w poszukiwaniu widoku na Isla Graciosa, najmniejszą zamieszkaną wyspę Wysp Kanaryjskich. Po drodze zatrzymywaliśmy się by podziwiać krajobrazy, które są tu niesamowite na każdym właściwie kilometrze kwadratowy. Sama droga jest też wyjątkowa, raz wiodąca przez niewielką lecz urokliwą wioskę, to znów przez kamienny wąwóz.

W końcu znaleźliśmy cel naszej podróży. Panorama na La Graciosa, uwierzcie, zapiera dech w piersiach. Słowa są zbędne, spójrzcie sami!

Kolejnymi punktami naszej wycieczki były Jameos del Agua i Vueva de los Verde. Oba miejsca nie są specjalnie przystosowane do poruszania się na wózku inwalidzkim, ale oba naprawdę warte zobaczenia.

Jameos del Agua to miejsce, gdzie w ogromnych rozmiarów pieczarze, znajduje się połączone z oceanem słone jezioro. W jego toni żyją niezwykli mieszkańcy – kraby albinosy :-). Niestety osoba na wózku zobaczy je tylko na zdjęciach, które ewentualnie zrobi „chodziak”, ale i tak warto podjechać na tę miejscówkę i popatrzeć na inne atrakcje jak np. Jameo Grande – nieregularnych kształtów basen, otoczony tropikalną florą czy rozpościerającą się z parkingu, panoramę oceanu.

Nieopodal Jameos del Agua, znajduje się Cueva de los Verdes – utworzony w zastygłej lawie, jeden z najdłuższych na świecie, podziemny wulkaniczny tunel. Turystom udostępniono do zwiedzania dwa kilometry tunelu. Niestety, wózkers nie ma możliwości przejechania jego korytarzami. W pierwszej chwili nawet myślałem, że przy odrobinie wysiłki jednak się uda, ale personel obsługujący atrakcję, szybko mnie z tego pomysły wyleczył… szkoda, bo moi zdrowi towarzysze ruszyli w tę podróży i wrócili zadowoleni. Czas przejścia tunelem to ok. 50 min.

Oba miejsca są tak ciekawe, że choć wózkers skorzysta z niewielu atrakcji, to jednak nie warto pozbawiać sprawniejszych towarzyszy naszej podróży, możliwości ich zobaczenia. Nie bądźcie samolubi 😉 . Z uwagi na to, że nie wiele można zobaczyć w obu miejscach będąc na wózku, nie płacimy za wejście. Nie jest jednak tak, że zupełnie nie skorzystamy z odwiedzin, zdjęcia które oglądacie, zrobiłem sam. W jednej i drugiej atrakcji można także skorzystać z przystosowanych toalet.

Słońce chyliło się ku zachodowi, a nasza wycieczka po wyspie dobiegała końca. Udaliśmy się zatem w kierunku Costa Teguise, gdzie znajdował się nasz hotel. To był znowu udany dzień, obfitujący w szalenie malownicze pejzaże. Po powrocie czekała nas znów pyszna i bardzo bogata kolacja oraz wieczór atrakcji przygotowanych przez hotel. Tym razem w postaci występu magika i jego asystentki 🙂 .

Jak szkoda, że po jutrze musieliśmy wracać do zaśnieżonej Polski, gdzie przywitał nas taki obrazek…

 

Data wyjazdu – styczeń 2017 r.

∗∗∗



Komentarze

Lukas Muzungu w dniu 24 kwietnia 2017o10:11 Odpowiedz

Piękne widoki! Super opowieść 🙂

Pozdrawiam 🙂

niePEŁNOSPRAWNYturysta.pl w dniu 25 kwietnia 2017o10:27 Odpowiedz

Dzięki! Pozdrawiam serdecznie 🙂

Dodaj komentarz