niePEŁNOSPRAWNY turysta

niePEŁNOSPRAWNY turysta

Londyn – Wembley i okolice London Bridge

07.09.2017 r.

Zdjęcia, oczywiście jak zwykle powiększają się po ich kliknięciu.

Pierwszą część spaceru po Londynie, w której m.in. o metrze czy pociągach, przeczytacie tutaj „Londyn – o hotelu, transporcie, okolicach Big Bena i placu Trafalgar”, natomiast drugą, gdzie między innymi o Buckingham Palace czy Muzeum Historii Naturalnej tutaj „Londyn – tym razem Buckingham Palace, Muzeum Historii Naturalnej i Hyde Park”.

 

Kolejny dzień w Londynie przywitał nas cudownym słońcem i nic nie zapowiadało, że zakończy się tak tragicznymi wydarzeniami… Opatrzność czuwała nad nami, że będąc tak blisko, nie byliśmy bezpośrednimi uczestnikami ataków terrorystycznych, których w dniu 03.06., areną stał się Londyn. Ale po kolei.

Stadion Wembley

W niedziele odbywał się finał piłkarskiej Ligi Mistrzów. Czyż zatem mógł być lepszy dzień na zwiedzanie stadionu Wembley, na którym m.in. miało miejsce takie wydarzenie w 2013 r. (zagrali w nim piłkarze Bayernu Monachium i Borussi Dortmund z Lewandowskim, Błaszczykowski i Piszczkiem)?

Koszt obchodu po stadionie, który może pomieści 90 000 ludzi i jest drugim co do pojemności stadionem w Europie, to wydatek 12 funtów (za wózkersa i opiekuna łącznie) dlatego też, Ola po raz pierwszy zdecydowała się pójść w taką futbolową podróż wraz ze mną. Wycieczka odbywa się w grupach co pół godziny i trwa ok. sześćdziesięciu minut. Osoba, która nas oprowadzała mówiła wyraźną angielszczyzną i jak się nam wydaje, specjalnie powoli, by nie było problemów ze zrozumieniem.

Wraz z grupą obchodzimy wszystkie najważniejsze na stadionie miejsca – trybuny, mixzone, pokój konferencyjny czy szatnie a korytarzem, wychodzimy na murawę, jak bohaterowie meczów na narodowym stadionie Anglii. Z uwagi na fakt, że poruszam się na wózku, aby dojść do trybun w określone miejsce, które chciano nam pokazać, ja z Ola przeszliśmy także przez pokój, który w trakcie widowisk przeznaczony jest dla rodziny królewskiej i normalnie nie jest przedmiotem zwiedzania.

Dla mnie taka rozrywka, to obowiązkowy punkt zagranicznych wypadów. Tym razem mieliśmy ją pod samym nosem, więc nieskorzystanie z niej, byłoby na pewno powodem do żalu. Myślę, że każdy futbolowy maniak będzie zadowolony odwiedzając ten, jeden z najbardziej znanych na świecie obiektów sportowych, kojarzony przez wszystkich chyba fanów piłki nożnej na świecie.

Po zwiedzaniu jeszcze wizyta w fan store i zadowolenie pełne! 😉

Spacerem w okolice London Bridge

Metrem dojechaliśmy do przystosowanej stacji Southwark. Tu rozpoczęliśmy nasz pieszy obchód miasta, a to dlatego, że to w tej części Londynu położony był pierwszy cel naszego zwiedzania – Tate Modern, a więc brytyjskie muzeum narodowe międzynarodowej sztuki nowoczesnej w Londynie. Weszliśmy do środka i po raz kolejny okazało się, że zwiedzanie jest bezpłatne. To niesamowite jak wiele galerii jest w Londynie darmowych dla wszystkich. Wrzuciliśmy jednak coś do puszki stojącej zaraz po przekroczeniu progu pinakoteki, zabierając ze sobą mapkę budynku.

Budowla londyńskich zbiorów sztuki nowoczesnej to bardzo ciekawy architektonicznie obiekt, który został zaadoptowany na takie potrzeby w dwutysięcznym roku z miejskiej elektrowni. W 2016 roku całość powiększono o dziesięciopiętrowy budynek, dodając tym samym prawie 22 500 metrów kwadratowych powierzchni do zagospodarowania pod różnego rodzaju ekspozycje. Zarówno na zewnątrz jak i w środku, robi bardzo ciekawe wrażenie, zdecydowanie zachęcając do zajrzenia.

Pierwsza kondygnacja to ogromnych rozmiarów księgarnia, a na kolejnych, podziwiać można wystawy dotyczące m.in. kubizmu, futuryzmu czy surrealizmu. Ja akurat nie jest entuzjastą sztuki nowoczesnej, ale Ola była bardzo zadowolona, więc jak zawsze, „dla każdego coś dobrego” – rozumiem, że wcześniejsze zwiedzanie świątyni futbolu, również nie było jej, tylko moim marzeniem ;-).

Wewnątrz miejsce jest przyjazne osobom niepełnosprawnym. Z windami, przystosowanymi łazienkami, ale także kanapami przeznaczonymi do odpoczynku – wygodnymi, bo sprawdzałem. Jest też darmowe WiFi.

Z Tate Modern udaliśmy się w kierunku London Bridge, po drodze zachodząc na tradycyjne angielskie fish and chips, tuż przed samym Borought Market. Targ Borought istniej w tym miejscu od 1276 roku i zahaczyliśmy o niego dość przypadkowo. Nie przypadkowo jednak został wybrany na cel zamachów, które miały miejsce kilka godzin po naszych odwiedzinach – masa ludzi przechadzających się między straganami, z który różnokolorowe specjały cieszą oko, a czasem i podniebienie. Idealne miejsce dla chorego fanatyzmu, by uderzyć w dużą ilość bezbronnych i nieświadomych zagrożenia osób…

Dalej wzdłuż południowych brzegów Tamizy, ruszyliśmy w kierunku London Bridge, po drodze chłodząc się jeszcze regionalnym piwem w jednej z nabrzeżnych knajpek ze świetnym widokiem m.in. na londyńskie City i jego charakterystyczny jajowaty wieżowiec 30 St Mary Axe.

Spacerując nadbrzeżnym bulwarem, doszliśmy w końcu do Mostu Londyńskiego. London Bridge był pierwszym mostem zbudowanym na Tamizie i obecnie łączy dzielnicę Southwark z najbardziej znanym centrum finansowym miasta City of London. Widoki przepiękne, uwierzcie, naprawdę warto udać się w te okolice. Selfie i zdjęcia krajobrazu, szczególnie dla profesjonalnych fotografów, idealne. Ostatecznie jednak, ze względu na późną porę i zmęczenie, nie zwiedziliśmy mostu od środka (m.in. podobno warto Tower Bridge) i nie przeszliśmy na drugą stronę, co było początkowym planem. Odjechaliśmy w kierunku naszego hotelu z dużej i przystosowanej stacji London Bridge. Choć tego dnia bardzo żałowałem tej decyzji, to już w nocy tego samego dnia okazało się, że opatrzność nad nami czuwała i może dobrze się stało…

Jakieś dwie godziny po naszej wizycie przez London Bridge przejechał samochód dostawczy, celowo taranując przechodniów. Po jego zatrzymaniu, terroryści uzbrojeni w noże, ruszyli dokładanie tą drogą, którą my przebyliśmy dwie-trzy godziny wcześniej, zabijając 8 osób i raniąc kolejnych 48 m.in. na Borought Market. Fanatyczni islamiści po raz kolejny zaatakowali. „Enta” wielka tragedia z udziałem niewinnych osób, której tym razem, mogliśmy stać się częścią…

Już chwilę po zamachach, zupełnie nieświadomi sytuacji, odebraliśmy pierwsze telefony od znajomych, czy jesteśmy cali. Powiem Wam szczerze, że rano jak się obudziliśmy i doszło do nas jak blisko byliśmy tych wydarzeń, samopoczucie było kiepskie. Wystarczyły dwie godziny, czyli realizacja pierwotnego planu zwiedzania, byśmy znaleźli się w samym centrum tych tragicznych wydarzeń. Oczywiście nie chcę porównywać tu swoich emocji do tego, co przeszły osoby uczestniczące bezpośrednio w zamachach, ale uwierzcie, że już samo znalezienie się tak blisko tragedii wyzwala lawinę myśli. Pokój i modlitwa duszom, które zginęły…

     

Nie chcę wygłaszać politycznych tyrad i daleki jestem od politykowania, ale nie możemy przyzwyczaić się do takich tragedii i przechodzić nad nimi do porządku dziennego. Nie ma żadnego usprawiedliwienia dla takich czynów. *

Następnego dnia wylatywaliśmy do Polski. Choć większa obecność policji na ulicach i stacjach metra była widoczna, to jednak mam wrażenie, że Londyn żył dalej własnym życiem. Z przezorności wyruszyliśmy na lotnisko wcześniej niż planowaliśmy, jednak problemów czy utrudnień z dotarciem nie było żadnych. Zamknięte stacje metra były wszak w przeciwnym kierunku.

Data wyjazdu: czerwiec 2017

∗∗∗

*w tym miejscu napisałem początkowo więcej, ale jest to jednak blog podróżniczy i zdecydowałem, że nie chcę prowadzić tu dysputy w tej kwestii. Wszyscy raczej czujemy jak jest i że czegoś w reakcji na zamachy brakuje…



Komentarze

Ten wpis nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

Dodaj komentarz