niePEŁNOSPRAWNY turysta

niePEŁNOSPRAWNY turysta

Rzym, Włochy i Watykan

OLYMPUS DIGITAL CAMERA02.06.2014 r.

Wycieczka do Rzymu nie była naszą pierwszą lotniczą wyprawą. Miała być natomiast najbardziej hmm…wyjątkową, i to nie tylko ze względu na zabytki dziedzictwa kultury europejskiej. Moja żona wie o co chodzi:-). Cały wyjazd zorganizowaliśmy sobie we własnym zakresie.

Lotnisko Flumicino

Do Rzymu przylecieliśmy w czerwcu, oczywiście tanimi liniami. Lot w obie strony kosztował nas nie całe 300 zł od osoby. Wylądowaliśmy na lotnisku Rzym-Flumicino – Rome Leonardo da Vinci Fiumicino Airport, znajdującego się jakieś 30 km od „Wiecznego Miasta”. Po wyjściu z budynku przylotów okazało się, że będziemy mieli problem z dostaniem się o miasta.

Przylecieliśmy o 21.30. Na dworcu przy lotnisku, stawiliśmy się po 22 i jak się mieliśmy przekonać, było już dość późno. Pociągi do centrum co prawda jeszcze odchodziły, ale problem był z zakupem biletu. Budki z biletami były zamknięte, a automat zepsuty. Drugi przyjmował zaś tylko karty płatnicze. W samym pociągu mogliśmy kupić bilet, ale jak nam powiedziano z karą w wysokości, która nas odstraszyła.

Była oczywiście możliwość skorzystania z taxi. My jednak skierowaliśmy się na przystanek autobusowy. A tam kolejny problem. Wokół tylko autobusy dalekobieżne – nieprzystosowane. Nie byłoby szans się nim dostać do Rzymu, gdyby nie grupka poznanych na dworcu Polaków (też turystów), którzy mimo krzyków kierowcy – impossibile! – załadowali mnie na przednie siedzenia. Jak już na nich byłem, to nikt i nic nie mogło mnie stamtąd wykurzyć. Po ok. 45 min. dojechaliśmy do Rzymu.

Reasumując – pociąg tak, ale jeśli da się rady kupić bilet (np. nie przybyło się za późno). Jeśli nie, zostaje taxi lub walka z autobusem. Z centrum wzięliśmy taksówkę do naszego hotelu. Jak się okazało bardzo dobrze zrobiliśmy. Cena nie była wygórowana, a miejsce noclegu znajdowało się na wzniesieniu.

Hotel OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Do hotelu Suore Del Preziosissimo Sangue dotarliśmy dość późno, bo chyba już grubo po 23 lub nawet ok. 24. Prowadzą go siostry zakonne, więc nie były zachwycone, że jesteśmy tak mocno spóźnieni. Siostra zarządzająca przybytkiem zna dobrze język angielski i zaczęło się od uświadomienia nam, że mieliśmy być wcześniej  – obiekt zamykano o 22.00 i choć umówiliśmy się, że będziemy później, to jednak nie przewidzieliśmy problemów z transportem i finalnej godziny, na którą stawiliśmy się pod drzwiami budynku. W końcu wpuszczono nas i mogliśmy się rozlokować.

Hotel wygląda jak mały, obliczony na kilka rodzin, bloczek mieszkalny. Sam pokój jak i reszta hoteliku ładny, czysty, klimatyzowany, z dużą przystosowaną łazienką. Oczywiście na piętra dojeżdża winda. Ogólnie hotelik, jak i okolicę można ocenić wysoko. Rano śniadanie wliczone w cenę pokoju, choć nie powalające na kolana. Typowo włoskie – kilka rodzajów kawy, słodki rogal, bułki, a do nich masło orzechowe, dżem i serek. Pozostałe posiłki spożywaliśmy już „na mieście”, racząc się produktami z marketów. Wracając jednak do samego miejsca pobytu (jego umiejscowienia na mapie stolicy Italii) należy zaznaczyć, że największą zaletą miejsca był fakt, iż znajdował się on pod samymi murami Watykanu. Tak więc, samo centrum miasta, wszędzie dość blisko. Jedyny problem to powrót do obiektu – kawałek drogi pod solidną górkę. Wzniesienie nie było jednak nie do pokonania, skoro codziennie, po całym dniu zwiedzania i mocno zmęczeni, we dwójkę z wtedy jeszcze „dziewczyną”, dawaliśmy radę 😉 .

Zwiedzanie

Rzym jest na pewno jednym z najbardziej obfitujących w zabytki miast w Europie, jeśli nie na świecie. Przekonaliśmy się o tym dobitnie, przemierzając go wzdłuż i wszerz. Oczywiście na tyle, na ile pozwolił nam na to czas. Miasto topograficznie jest bardzo proste do „ogarnięcia”. Ulice były budowane w większości pod kątem 90 stopni, co bardzo ułatwia orientację w terenie. Z wielu punktów widać Ołtarz Ojczyzny i Muzeum Zjednoczenia Włoch, które były naszym miejsce wyznaczającym drogę powrotną[1].

OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wąskie, klimatyczne szczególnie nocą uliczki, imponujące fontanny, kolumny w stylu starożytnym to krajobraz tworzący tę dużą aglomerację miejską.

Ale po kolei…

Wychodząc z hotelu, zawsze kierowaliśmy się w stronę „tortu weselnego”, jak nazywali wspomniane powyżej muzeum nasi znajomi, czyli samego serca miasta. Po drodze przeszliśmy mostem na drugą stronę Tybru, odwiedziliśmy podlisi kościółek i inne zabytkowo wyglądające budynki. Zauważyliśmy również ludzi podchodzących do małych kraników, z których sączyła się woda, tzw. fontanelek (jak się później dowiedzieliśmy). Każdy może zaczerpnąć z nich wody, czy to do butelki, czy bezpośrednio do ust. Świetny wymysł. W mieście gdzie temperatura powietrza jest bardzo wysoka, możliwość napicia się zimnej, smacznej wody, zdecydowanie zdaje egzamin. Fontanelki są co krok. W kolejnych dniach przemierzaliśmy Rzym z plastikowymi buteleczkami, które systematycznie napełnialiśmy świeżą wodą z małych, przeznaczonych do tego  fontann.

Wreszcie doszliśmy do pierwszej (nie licząc mostu nad Tybrem) prawdziwej atrakcji turystycznej – piazza Campo de’ Fiori (Pole kwiatów). Jest to duży, zabytkowy można by rzec targ, który powstał jeszcze w czasach średniowiecza. Na placu targowym można spotkać wszystkie kolory tęczy zaklęte w przeróżnych warzywach, owocach czy kwiatach. Na środku placu stoi rzeźba Giordano Bruno – włoskiego filozofa okresu renesansu.

Wychodząc z placu kwiatowego i poruszając się Via Argentina, minęliśmy również wykopaliska starożytnych ruin, które odkopano w centrum miasta – Area Sacra dell’ Argentina. Jak wyczytaliśmy w przewodniku, ruiny ukazywały cztery świątynie z czasów republiki i należą do najstarszych wykopalisk z tego okresu. Gdzieś na tym terenie zamordowano w 44 r. p.n.e. Juliusza Cezara.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA     OLYMPUS DIGITAL CAMERADojście do Piazza Venezia (Plac Wenecki) zabrało nam kilkadziesiąt minut, ale krócej niż godzinę, tak więc ładny spacer na początek. Gdy na niego weszliśmy, naszym oczom ukazał się ogromny pomnik Viktora Emanuela II, a za nim jeszcze większy budynek Museo Risorgimento (Muzeum poświęcone zjednoczeniu Włoch). Od tej chwili, był to nasz punkt wypadowy w inne rejony Rzymu.

Stojąc przodem do pomnika zwróciliśmy się w lewą stronę, na Forum Romanum i Koloseum. Idąc od pomnika do Koloseum, zarówno po prawej jak i lewej stronie szerokiej ulicy, można podziwiać ruiny forum starożytnego Rzymu. Miejsce to stanowiło centrum życia miasta, zarówno pod względem gospodarczym, politycznym jak i sądowniczym. Niestety to, co można zobaczyć poruszając się drogą wiodącą do Colosseo, to cała atrakcja Forum Romanum dla osoby na wózku inwalidzkim. Próbowałem wejść na teren samego Forum, ale niestety zostałem odprawiony z kwitkiem  przez obsługę zabytku. Powód – brak jakiegokolwiek przystosowania i duża ilość schodów.

Na całe szczęście, jak dowiedziałem się już wcześniej, zupełnie inaczej miała się rzecz z Koloseum (więcej o przystosowaniu Koloseum przeczytać we wpisie http://niepelnosprawnyturysta.pl/trips/colosseo-ok-jak-mawiaja-rzymianie-czyli-najslynniejszy-amfiteatr-na-swiecie/ ). OLYMPUS DIGITAL CAMERATak więc, choć kolejka przed wejście była ogromna, byliśmy pełni nadziei na zwiedzanie. Podeszliśmy do obsługi w celu uzyskania dodatkowych informacji. Jakież było nasze zdziwienie gdy okazało się, że zarówno ja, jak i opiekun wchodzimy za darmo, a dodatkowo nie obowiązywała nas ta dłuuugaśna kolejka. Weszliśmy bez problemów i w ekspresowym tempie. W środku można swobodnie się poruszać i zwiedzić Koloseum dookoła. Na drugie piętro można dostać się windą, na której wisi tabliczka „non ha funzionato”. Jednakże, jak się późnej okazało, wywieszka ma na celu odstraszenie „normalnych” zwiedzających. Osoby mające problem z poruszaniem się, są bezproblemowo zabierane na wyższe piętro obiektu, trzeba jednak o to zagadnąć pracowników zabytku. Zwiedzić Koloseum trzeba koniecznie. Robi niesamowite wrażenie, pozwalając choć na chwilę poczuć atmosferę odległej epoki. Co ważne, w tunelu prowadzącym na obiekt, znajduje się przystosowana toaleta.

Reszta zwiedzania samej stolicy polegała trochę na szczęściu i po prostu delektowaniu się otaczającą rzeczywistością. Wystarczy po prostu przechadzać się wąskimi uliczkami stolicy, aby co i rusz natrafić na wyjątkowe zabytki miasta. A to przez przypadek trafiliśmy na Panteon, do którego może wejść każdy bez opłat (wjazd dogodny dla wózków, a w środku podłoże równe, bardzo wygodne do zwiedzania), to znowu tłum skierował nas w miejsce, które okazało się najbardziej znaną w Rzymie

fontanną – Di Trevi.OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Przepiękne miejsce i wyjątkowej urody oraz rozmiarów fontanna, strzeżona przez służby mundurowe, które jak się okazało mają na celu pilnowanie, aby nikt nie wchodził do wody. Na placu panuje ogromny ścisk, gdyż sam areał przed fontanną jest niewielki. Warto jednak na niego wstąpić, nie bacząc na niedogodności. W okolicy fontanny zjedliśmy pieczone kasztany i ruszyliśmy dalej. Mijaliśmy kolejne zabytkowe budowle w postaci obelisków (np. obelisk podpierany przez słonia dzieła Berniniego) i pomników.  Tak przechadzając się, zaczęliśmy odczuwać głód. Zanim jeszcze wyjechaliśmy do Rzymu, kolega odwiedzający to miasto dość często, poradził nam, abyśmy nie jedli w restauracjach przy głównej ulicy. Tak zrobiliśmy i była to cenna rada[2]. Zeszliśmy w boczną uliczkę i usiedliśmy przy stoliku wyłożonym ceratą. Zamówiliśmy pizze oraz spaghetti carbonara. Nic wyszukanego ale oba dania przepyszne. Ładnie wyglądające o aromatycznym zapachu. Najedzeni ruszyliśmy dalej w miasto.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA Dzień zakończyliśmy wieczorną posiadówką przed Forum Romanum. Zakupiliśmy w małym dyskoncie, których jest naprawdę niewiele w centrum miasta, trochę serów (pecorino romano, parmigiano reggiano, choć nie tylko, bo cała gama serów włoskich jest rewelacyjna), wędlin (kilka rodzajów prosciutto) i regionalne winko. Tak posiedzieliśmy na ławeczce przy rzymskich ruinach, delektując się włoskimi specjałami, aż do nastania zmroku.

Kolejnego dnia zwiedziliśmy Watykan. Wchodząc na plac św. Piotra, ma się wrażenia jakby się tutaj już było. Oczywiście jest to tylko złudzenie powodowane częstym oglądaniem placu w telewizji. Sam plac i budowle watykańskie go okalające, są naprawdę piękne i monumentalne. Stojąc w promieniach słońca, zastanawialiśmy się ile czasu zajmie nam odstanie w kolejce, aby dostać się do środka Bazyliki św. Piotra (Basilica Papale di San Pietro in Vaticano), jednego z najważniejszych miejsc dla chrześcijaństwa. Okazało się, że osoby niepełnosprawne wraz z opiekunem i towarzyszącymi osobami wchodzą wydzielonym wejściem. Oczywiście bez opłat (o umiarkowanym lub znacznym stopniu) i stania w kolejce. Na wejściu osoba porządkowa sprawdza ubiór turystów. Do wnętrza bazyliki nie wolno wejść w krótkich spodniach czy z odsłoniętymi ramionami. Ta kwestia jest tu bezwzględnie przestrzegana. Byliśmy świadkami odmówienia wstępu parze, która nie spełniała „wymagań regulaminowych”. W środku Bazyliki przepych, przepych i jeszcze raz przepych. Dużo marmuru, złota i wyjątkowej urody rzeźb. Środek naprawdę robi wrażenie, a ilość arcydzieł przytłacza swym ogromem i świetnością. Jest ich tak dużo, że nie będę ich tu przywoływał, a wymienię tylko Pietę czy figurę św. Piotra, któremu należy potrzeć stopę. Warto także zaznaczyć, iż w bocznych nawach bazyliki, schowane są małe muzea, zawierające ciekawe eksponaty dotyczące np. papieskich insygniów.

W podziemiach odnajdziemy także groby papieży. Ten najważniejszy dla polskich turystów, znajduje się jednak nie w podziemiach, a w kaplicy św. Sebastiana. Tam można zobaczyć miejsce spoczynku Karola Wojtyły, znanego bardziej jako  Ioannes Paulus PP. II, a więc Jan Paweł II.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po opuszczeniu Watykanu, postanowiliśmy udać  w miasto się trochę dalej niż ostatnio. Chcieliśmy zobaczyć sławne hiszpańskie schody – Piazza di Spagna i prowadzącą do nich Via dei Condotti, a więc ulicę, z najbardziej ekskluzywnymi butikami takich marek jak Armani, Gucci, Luis Vuitton czy Dolce & Gabbana oraz sławny plac piazza del Popolo.

Schody hiszpańskie i usytuowany przed nimi plac, są miejscem o tyle ładnym, co również bardzo zatłoczonym. Akurat w momencie gdy się tam znaleźliśmy, odbywała się na nich próba jakiegoś przedstawienia muzycznego, w związku z czym ilość osób na metrze kwadratowym była dość duża. Przystanęliśmy na chwilę przy usytuowanej pod schodami fontannie della Baraccia. Przez kilka minut słuchaliśmy musicalu, a następnie, przechodząc ponownie ekskluzywną ulicą znanych marek ze świata mody, skierowaliśmy się w stronę metra. Po dość trudnych przeprawach z rzymskim metrem – gdyż jego przystosowanie nie jest normą – dotarliśmy do piazza del Popolo.

Plac Wszystkich Ludzi, bo tak brzmi jego polska nazwa, jest miejscem gdzie kiedyś dokonywano publicznych egzekucji. Zaraz po wejściu na niego, zwiedzającym ukazują się dwa, niemalże bliźniacze, kościoły Santa Maria dei Miracoli i Santa i Maria in Montesanto Na środku piazza znajduje się, wysoki na 24 m egipski obelisk przeniesiony z Circus Maximus tzw. obelisk Flaminio, a wokół placu należy rozglądać się za rzeźbami Berniniego, Caravaggia czy Donato Bramante. Na uwagę zasługuje również kościół Santa Maria del Popolo i znajdująca się w nim kaplica Chigi zaprojektowana przez Rafaela.

Po orzeźwieniu się nieco, przy pomocy dość sporych rozmiarów fontanelki, ruszyliśmy w drogę powrotną do centrum, by zakupiony prowiant i wino, spokojnie skonsumować na schodach przy rzece Tybr. W miejscu, gdzie akurat nie unosiła się woń brzydkich zapachów.

Kolejny dzień zwiedzania to Ostia Antica. Miejscowość znajdująca się ok. 30 km na zachód od Rzymu. Ostia to starożytne miasto portowe, gdzie zachowane ruiny są jednymi z największych w całej Italii. W malowniczo położonym nad ujściem do morza rzeki Tybr miasteczku, wręcz oddycha się starożytnością. Atrakcji jest co niemiara, a stopień ich zachowania bardzo różny. Dla osób na wózkach inwalidzkich praktycznienie, niestety, niedostępna, choć dla silnych i wytrwałych jest dobra informacja – nie jest beznadziejnie. Zwiedziłem myślę, ponad połowę kompleksu, choć powiem szczerze z niemałym trudem. Nie ma co liczyć na jakiekolwiek udogodnienia dla wózku. Droga polna z wystającymi kamieniami, ale jeśli ktoś jest dość silny i charakterny to warto, bo wrażenia są niesamowite. I jeszcze ta myśl, że dokładnie w tymi miejscu działa się historia z przed kilku tysięcy lat[3] – bezcenna. Na miejscu znajduje się również warte zobaczenia muzeum. Wstęp zarówno na teren starożytnego miasta jak i do muzeum jest za free (osoba niepełnosprawna i opiekun). Po wyczerpującym swoistym maratonie, warto zajrzeć do knajpki, by napić się czegoś zimnego, skorzystać z przystosowanej toalety i napawać się widokiem ujścia rzeki Tybr do morza. W związku z faktem, iż Ostia znajduje się 30 km od Rzymu, a zwiedzanie jest czasochłonne, na ten wypad przeznaczyliśmy cały dzień. Nie pomyliliśmy się.                                                                                                              OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ostatni dzień pobytu spożytkowaliśmy na leniuchowaniu na plaży. Pogoda dopisywała nam każdego dnia. Było gorąco, wręcz upalnie. Ostatniego dnia natomiast, gdy postanowiliśmy udać się na jedną z rzymskich plaż, rankiem przywitał nas deszcz. Na szczęście, jak się później okazało, były to jedyne krople deszczu tego dnia. Dojazd do plaży zajął nam trochę czasu. Na samym kąpielisku znajdowała się przystosowana łazienka, a dojazd w głąb plaży umożliwiały wyłożone deski. Parę euro za leżak z daszkiem i można było zacząć plażowanie. Fale były ogromne, nawet dla osób silnych i zdrowych, uniemożliwiające pływanie. Tak więc do wody nie wchodziłem, choć wyglądało na to, że była taka możliwość – na brzegu stały specjalne wózki, przystosowane do wwożenia inwalidów w wodę.

Tak oto wypoczywając ostatniego dnia, pożegnaliśmy zniewalający Rzym. Była to chyba nasza najlepsza wycieczka ever. Rzym jest piękny, zabytkowy, uroczy, warty polecenia każdemu. Nie zawiedziecie się.

Podsumowując, Rzym jest w miarę dobry do poruszania się po nim na wózku inwalidzkim, choć jest sporo uliczek kamienistych. Jednakże uliczki te nadają mu dodatkowego, wyjątkowego uroku. Komunikacja miejska raczej słaba, rzadko jeździły niskopodłogowe autobusy, a metro niestety też różnie (parę lat minęło od czasu odwiedzin Rzymu i na tę chwilę, pisząc ten tekst, nie jestem w stanie przypomnieć sobie, które stacje były przystosowane, a które nie – teraz już to sprawdzam). Taksówki jednak nie są drogie i za 10-15 euro można było dojechać w oczekiwane miejsce. Rzym to jednak spacery. Mieszkaliśmy w przy murach Watykanu, a więc niedaleko centrum Rzymu i dlatego bardzo często poruszaliśmy się pieszo. Co chwilę można było zobaczyć jakieś arcydzieło światowego dziedzictwa czy po prostu ładny widok, czy to na forum Romanum czy inny tego typu obiekt. Wszędzie wchodziliśmy za darmo, i ja i opiekun. Pod tym względem Włochy są przyjaźniejsze niż Polska. Jedzenie jest bardzo dobre (prócz śniadań, na których wszystko serwowane jest na słodko…) i w rozsądnych cenach. W markecie, sery typu parmezan i szynka parmeńska, trzy razy tańsze niż w Polsce (mimo, że ceny w euro). Wina tanie i bardzo smaczne – nie mylić z „tanimi winami” z Polski. Śmiało można kupić niedrogie wino o świetnym smaku.

Ludzie we Włoszech są sympatyczni i uśmiechnięci. Wyglądają jakby się nigdy nie spieszyli i na wszystko mieli czas. Żyli na pełnym luzie. Niestety, bardzo słabo mówią po angielsku, by nie powiedzieć, że wcale. Trochę lepiej jest w muzach itp., ale też bez rewelacji. Wyjątkiem oczywiście hotele, gdzie można porozmawiać bez problemu.

Data wyjazdu: 15.06-19.06.2011 r.

∗∗∗

[1]  Niestety samo muzeum, z tego co wiem, nie jest przystosowane do zwiedzania dla osób poruszających się na wózku inwalidzkim, ale z drugiej strony nie jest też ono specjalnie fascynujące (choć pewnie pasjonaci zjednoczenia Włoch zaprzeczyliby temu stwierdzeniu). Z zewnątrz jednak, budynek jest monumentalny i robi piorunujące wrażenie.
[2] Innego dnia zjedliśmy obiad przy głównej ulicy, zachęceni przez „naganiacza” wyglądającego jak Leslie Nielsen. To był błąd.
[3] Ostia została założona w 620 r. p.n.e.



Komentarze

Jacek Bywaj w dniu 23 lipca 2015o15:41 Odpowiedz

Niby pisze osoba niepełnosprawna ,ale mało skupia się na dostępności. Jak można napisać raz dostępne a raz nie ?? Co z tego wiadomo? Poza tym same ogólniki. Mnie osobiście interesuje wszystko to co jest związane z udogodnieniami a nie co jadł opisujący. Podjazdy, zjazdy, podesty, windy itd. itp. to jest ważne a nie ,że wstęp za darmo ,bo akurat we Włoszech to jest norma. Stylistycznie też słabo. Ogólnie podsumowując 3-

niePEŁNOSPRAWNYturysta.pl w dniu 24 lipca 2015o09:06 Odpowiedz

Tekst był pisany 3 lata po odwiedzinach Rzymu i w tamtym okresie, nie skupiałem się na tym, by zapamiętać przystosowanie obiektu. Pomysł z blogiem zrodził się kilka lat później, stąd ten opis, może nie jest faktycznie do końca taki, jak powinien. Teraz sprawdzam przystosowanie również z myślą o blogu, więc kolejne wycieczki powinny wyjaśniać więcej, a może i wszystko 😉 . Mimo to, dziękuję za opinię. Każdy ma prawo do swojej 🙂 . Pozdrawiam!

JD w dniu 6 stycznia 2018o11:30 Odpowiedz

Czy do darmowego wejścia np. do muzeum potrzebna jest jakiś dokument?

niePEŁNOSPRAWNYturysta.pl w dniu 6 stycznia 2018o18:35 Odpowiedz

Ode mnie nikt takiego dokumenty nie oczekiwał. Pozdrawiam!

Agnieszka w dniu 12 sierpnia 2018o22:15 Odpowiedz

Witam.
Chcialabym zabrac tate (osoba na wozku zwyklym nie elektrycznym) oraz mame I tesciow (osoby starsze poruszajace sie dosc wolno) do Watykanu w okresie od 01.05-04.05).Prosze o informacje jak poruszac sie po Watykanie a w szczegolnosci w Bazilice sw Piotra? Jak to wyglada gdy jedna osoba na wozku a reszta poruszajaca sie na nogach? Jak z biletami lepiej rezerwowac wczesniej?
Widzialam taki turystyczny autobus bez dachu na zdjeciach czy warto z niego skorzystac?
Dziekuje I pozdrawiam
Agnieszka

niePEŁNOSPRAWNYturysta.pl w dniu 13 sierpnia 2018o19:41 Odpowiedz

Niestety, będąc w Rzymie nie miałem jeszcze pomysłu na bloga, stąd opis jest dość lakoniczny, gdyż nie zwracałem baczniejszej uwagi na udogodnienia. Pamiętam jednak, że w Watykanie nie powinno być raczej większych problemów. Jest niewielki i właściwie główna atrakcja to plac i bazylika. Do ogrodów watykańskich wózkiem nie można był zjechać – może jednak się coś zmieniło, bo to już ładnych parę lat minęło. Proszę czasem nie stać w kolejce do bazyliki. Mimo, że tylko jedna osoba jest na wózku, wpuszczą Państwa wszystkich razem (nas była 4, a tylko ja na wózku). Z autobusu nie korzystaliśmy, przemieszczaliśmy się pieszo. Polecam Koloseum, fajne, dostosowane i w kolejce też nie trzeba stać.
Pozdrawiam

Dodaj komentarz