Podróże kształcą – El Caganer, Tio de Nadal i Cava
10.04.2015 r.
Zanim podzielę się z Wami wrażeniami z wyjazdu do Barcelony, chciałbym opisać dwie historie, które zrobiły na mnie duże wrażenie po przyjeździe do tego miasta. Dwa, jakże różne w swych okolicznościach i odbiorze, tematy. Oba raczej nieznane szerzej w Europie, a i jeden i drugi, choć na swój odmienny sposób, niezwykle ciekawe.
Jedna z historii, bardziej wyrafinowana, druga zaś, dotycząca tradycji i sfer bardzo „przyziemnych” 🙂 . Zacznijmy od tej bardziej niespodziewanej i… niecodziennej, dotyczącej katalońskiej tradycji.
El Caganer i Tio de Nadal
Otóż jedną z tradycyjnych postaci szopki bożonarodzeniowej w Katalonii jest El Caganer – ludzik/chłop w czerwonej, typowej dla Katalonii czapeczce, który… robi kupę. Tak dokładnie, wypróżnia się w miejscu publicznym i na oczach innych.
Jak udało nam się dowiedzieć, Caganer jest symbolem urodzaju, a także powodzenia i pomyślności w nowym roku. Jego postać miała „urealnić” boską szopkę i pokazać, że życie doczesne i „doczesne” sprawy, są częścią naszej codzienności. Obecnie, postać wypróżniającego się ludzika dostępna jest we wszelkich możliwych wariacjach. Od figurek papieża, przez znanych polityków jak Obama czy Putin, gwiazdy show biznesu i pop kultury, po piłkarzy zespołu FC Barcelona.
Na tym jednak nie koniec. „Drążąc” temat, okazało się, że jeszcze bardziej popularny i rozpowszechniony w
Barcelonie i całej Katalonii jest, przepraszam za wyrażenie, srający pieniek – Tio de Nadal nazywany częściej Caga tio. Ten kawałek drewienka z uśmiechniętą buźką, przynosi się do domu na kilka dni przed wigilią, przykrywa kocem i karmi po to, by w dzień wigilijny dzieci mogły okładać go kijkami (ułatwiając mu tym samym proces trawienia i wydalania), a ten wydalić dla nich nieco słodyczy i czasem drobnych upominków[1]. Taki trochę św. Mikołaj, można by rzec… 😉
Osobliwe zwyczaje, trzeba to przyznać i mimo, iż w pierwszym odruchu chciałem przywieźć tak jednoznacznie kojarzącą się z miejscową tradycją pamiątkę, to jednak veto kochanej małżonki uświadamiające mi, że chcę kupić robiącego kupę ludzika i postawić w domu, nie dopuściło do tego. Może jednak dobrze 🙂 .
Cava
Drugą rzeczą, którą chciałbym się podzielić, a która wywoła u mnie zdziwienie,
była Cava.
Szampan jednoznacznie kojarzy nam się z francuskim regionem Szampanii i samą Francją. Reszta to bąbelkowe wina. Otóż nieprawda.
Produkowana w Hiszpanii (a właściwie w 95% w Katalonii) Cava jest trunkiem wytwarzanym przy wykorzystaniu metody szampańskiej, a jego walory smakowe doceniane są na całym świecie. My również doceniliśmy i rozkochaliśmy się w smaku Cavy, choć do tej pory na co dzień, woleliśmy raczej dobre wino. Będąc w Barcelonie musicie spróbować. Po degustacji, piliśmy wyłącznie Cavę – oczywiście wyłącznie w ramach wieczornego relaxu 😉 . Ceny wahają się już do 1,5 €, w górę oczywiście. Nam najbardziej do gustu przypadło Freixenet Cordon Negro Brut (na zdjęciu obok) – zakupione w sklepie wolnocłowym na lotnisku El Prat, za ok. 8 €.
Cava po katalońsku oznacza „piwnicę”.
Barcelona to przepiękne miasto i jak widać, potrafi zaskoczyć. Niedługo relacja z całej wycieczki do tego wyjątkowego miasta, niełatwego jednak do poruszania się dla osób z niepełnosprawnościami…
∗∗∗
[1] dniem właściwych prezentów jest 6 stycznia

Komentarze
Jaztin w dniu 6 września 2015o21:01
stach pisze:Lotnisko robi bardzo dobre wrażenie pommio tego że odprawa i kontrola są dość szczegf3łowe, i w rzeczy samej zajmuje to nieco więcej czasu, ludzie pracujący tutaj są pogodni i milo traktują pasażerf3w, wszystko idzie płynnie, bardzo dobrze skomunikowane jest z Barceloną.