niePEŁNOSPRAWNY turysta

niePEŁNOSPRAWNY turysta

Londyn – o hotelu, transporcie i okolicach Big Bena oraz placu Trafalgar

30.06.2017 r.

Zdjęcia, oczywiście jak zwykle, po kliknięciu powiększają się 🙂 .

Londyn wzywał nas od lat. Jak mówiła Ola „był tam już i żaba i żuk, a my do tej pory nie byliśmy”. No wc stało się. Londyn odhaczony na naszej podróżniczej mapie. Jakie wrażenia? Z jednej strony fajna pogoda i ciekawe miejsca, z drugiej nieco drogo i otarcie się o terrorystyczne zamachy w Borough Market oraz na London Bridge…

Do Londynu przylecieliśmy z samego rana, o 6:20 tamtejszego czasu (w Londynie cofamy zegarki o godzinę). Z lotniska Luton do stacji kolejowej London Luton Airport dojechaliśmy autobusem za 2,45 funta od osoby. Ze stacji natomiast, pociągiem udaliśmy się w kierunku naszego hotelu, znajdującego się w okolicach stadionu Wembley. Na stacji warto poprosić o pomoc przy wsiadaniu – ktoś z obsługi podejdzie z rozkładaną rampą, pomoże wejść i poinformuje stację docelową, by ktoś już tam czekał z podobnym urządzeniem. Super proste i obsługuje to jedna osoba…u nas tak nie można?

Aby dotrzeć do Wembley Park (nasza docelowa stacja metra) musieliśmy przesiąść się na stacji kolejowej West Hampstead, na metro. Niestety okazało się, że stacja metra w tym miejscu jest niedostosowana i musieliśmy podejść do następnej stacji metra – Kilburn, a stąd już na Wembley Park. Cała droga z lotniska do hotelu Ibis London Wembley, kosztowała nas oboje jakieś 150 zł. Pytajcie o zniżki, bo nie zawsze, jak się okazało, w okienku sami wychodzą z inicjatywą, nawet widząc wózkersa.

Hotel

Miejscem wypadowym naszej wycieczki był hotel Ibis London Wembley, położony pod samym stadionem, który znany jest na cały świecie (kto jeszcze nie może już słuchać o „zwycięskim remisie na Wembley? 😉 ). Koszt doby w tym dwugwiazdkowym hotelu, bez śniadania, w czerwcu, to ok. 90 funtów za pokój.

Sam hotel bardzo fajny, podobnie jak pokój. Przestronny, szerokie wejścia, w pokoju czajnik + herbata. Niestety łazienka nie najlepsza. Wygląda jak moduł ze statku. Przede wszystkim muszla za blisko ściany, a woda z prysznica stoi w całym pomieszczeniu. Drzwi przesuwne, ale przesuwają się jakby miały odpaść… Muszę przyznać szczerze, że nawet w hotelach gdzie łazienka była mniej przystosowana w ogólności, nie irytowałem się tak często jak w tej…Słabo.

Na plus hotelu lokalizacja. Mimo dalszej odległości od centrum, to jednak bliskość stadionu, kompleksu handlowego i przyjemnego otoczenia w ogóle, a także łatwość dojazdu do głównych atrakcji turystycznych w Londynie, jest godna rekomendacji.

A propos transportu

By poruszać się komunikacją miejską, należy nabyć kartę Transport for London. Aby ją wykupić, należy wpłacić kaucję 5 funtów – przy wyjeździe i dezaktywacji karty, otrzymujemy też zwrot całej kwoty. Podobno karta musi być kupiona 48 godzin przez zwrotem, by odzyskać kaucję. Warto jednak kupić i ładować ten kawałek plastiku, bo pojedyncze bilety są droższe, a jeśli coś na karcie zostanie ostatniego dnia, to przy zwrocie otrzymamy również i tę kwotę.

Metro jest nieźle przystosowane. Poniżej zamieszczam mapkę ze stacjami i zaznaczeniem tych przystosowanych. Niestety jest ona już ciut nieaktualna, choć na szczęście z tego co zauważyliśmy, to na plus tzw. niektóre z tych nie ujętych jako przystosowane, są już dostępne – w środku wagonów znajdziecie szczegółowy opis przystosowania linii (powiększ drugie zdjęcie), którą się poruszacie – przykład: Green Park na mapie jest niedostępna, a okazało się że jest ok, co zauważyliśmy już w samym wagonie metra i potwierdziło się na miejscu 🙂 .

Westminster

Jak wspomniałem, do Londynu przylecieliśmy z samego rana, więc już w dniu przylotu, mieliśmy sporo czasu na zwiedzanie. Na początek naszego londyńskiego touru, ze stacji metra Wembley Park udaliśmy linią szarą, na stację Westminster. W ogóle poruszaliśmy się tylko tą linią metra, więc było to dość wygodne, że nie musieliśmy się nigdzie przesiadać.

Ze stacji na powierzchnie wyjeżdża się wprost pod Big Bena. Ta, najbardziej chyba znana na świecie wieża zegarowa (choć oficjalna nazwa to Elizabeth Tower), będąca częścią House of Parliament czyli Pałacu Westminsterskiego, a więc miejsca posiedzeń obu Izb Parlamentu Zjednoczonego Królestwa, robi wrażenie. Podobnie zresztą jak jej otoczenie, czyli po jednej stronie przewieszony przez Tamizę Most Westminsterski, z którego widok na Pałac i Wielkiego Bena często staje się plenerem relacji z Londynu oraz London Eye, z drugiej zaś znajdujące się nieopodal Westminster Abbey czyli opactwo Westminsterskie, będące miejscem koronacji monarchów brytyjskich. Również obecnie panującej Elżbiety II. W całym obszarze nie ma trudności z poruszaniem się.

Po zrobieniu kilku fotek, m.in. z charakterystycznymi czerwonymi budkami telefonicznymi czy gwardzistą angielskim, udaliśmy się w kierunku Trafalgar Square i znajdującej się tam National Gallery. Po drodze minęliśmy Downing Street 10, siedzibę kolejnych premierów Wielkiej Brytanii i Rządu Jej Królewskiej Mości. Choć niewiele można zobaczyć, gdyż dojście do budynku z oczywistych względów jest dobrze chronione przez policję, to jednak warto zatrzymać się przy nim choć na chwilę, gdyż to najbardziej znany adres w Londynie. W takcie spaceru, nieco wygłodniali, zaszliśmy także na przepyszną fish and chips czyli rybę z domowymi frytkami – angielski przysmak. Warto 🙂 .

Trafalgar Square i National Gallery

Plac Trafalgarski, w kierunku którego zmierzaliśmy, to miejsce gdzie odbywają się m.in. wiece polityczne oraz zabawy sylwestrowe. Powstał dla upamiętnienia zwycięstwa floty królewskiej nad francusko-hiszpańską, w bitwie morskiej pod Trafalgarem właśnie. Na środku placu ustawiono kolumnę gen. Nelsona, admirała i najsłynniejszego dowódcy floty angielskiej w historii, który mimo zwycięstwa, poległ we wspomnianej bitwie. Oprócz monumentu, warta uwagi jest także urokliwa fontanna sir Lutyensa. Uwaga – naprzeciw fontanny, znajduje się przystosowana i dość czysta toaleta.

Choć Plac Trafalgarski, sam w sobie jest już atrakcją turystyczną, to jednak clou programy miała być wizyta w National Gallery czyli londyńskiej Narodowej Galerii Sztuki. Koniecznie musicie odwiedzić ten przybytek i nie tylko z powodu faktu, iż zwiedzanie odbywa się tam bezpłatnie. To po prostu ogromny zbiór wybitnych dzieł sztuki takich sław jak Van Gogh, Rafael, Caravaggio czy da Vinci. Galeria posiada kolekcję 2 300 obrazów i naprawdę jest w czym „przebierać”.

Wejście z windą, znajduje się obok wejścia głównego, do którego trzeba jednak przejść bokiem placu, nieco pod górkę. W budynku nie ma żadnych problemów z poruszaniem się, a atrakcji co niemiara. Na miejscu jest także dostępna toaleta dla osób z niepełnosprawnością.

National Gallery to obowiązkowy punkt wycieczki, nie tylko dla amatorów sztuk pięknych, a jeśli chcecie zobaczyć wszystkie zbiory, to bacząc na wielkość kolekcji i samego muzeum, zarezerwujcie sobie na ten cel kilka godzin. W okresie kiedy my byliśmy w galerii, turystów była umiarkowana liczba i nie wpływało to na komfort zwiedzania.

Wracając w stronę metra, nieco zmęczeni słońcem ale i zwiedzaniem (parę ładnych kilometrów jednak zrobiliśmy), postanowiliśmy odpocząć na trawie w cieniu Big Bena, a właściwie pomnika sir Winstona Churchilla. Miejsce tak fajne, że spędziliśmy tam dobrą godzinę lub dwie, ciesząc się fantastyczną pogodą i otoczeniem zabytkowego Londynu. Tzw. angielska „plaża na trawie” 🙂 .

Jako że pomału godzina stawał się wieczorną, postanowiliśmy wracać w stronę hotelu. Już w rejonie naszej stacji metra, zaszliśmy do znanego również w Polsce marketu, po produkty na kolację. Z zakupionym jedzeniem i butelką wina, jak to mamy w zwyczaju na wycieczkach, poszukaliśmy ciekawego miejsca, publicznego ale nie epatując innych swoim „jestestwem”, by podsumować dzień i poprzyglądać się otoczeniu. Taką miejscówkę znaleźliśmy pomiędzy stadionem Wembley i areną o tej samej nazwie. Ustawione przy placu artystyczne betonowe kloce, okazały się świetnym stołem i siedziskiem zarazem 🙂 .

Pierwszy dzień był przepięknie słoneczny. Odwiedziliśmy ciekawe miejsca i poczuliśmy, że faktycznie jesteśmy na urlopie. Po prostu świetny początek krótkiego, zagranicznego wypadu, a to miał być dopiero początek czekających nas atrakcji.

Ciąg dalszy w kolejnym wpisie tutaj „Londyn – tym razem Buckingham Palace, Muzeum Historii Naturalnej i Hyde Park” 🙂 .

Data wyjazdu: czerwiec 2017 r.

∗∗∗

 



Komentarze

Ten wpis nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

Dodaj komentarz