niePEŁNOSPRAWNY turysta

niePEŁNOSPRAWNY turysta

Bratysława – jedyna taka stolica na świecie

21.05.2017 r.

Zdjęcia jak zwykle, po kliknięciu, powiększają się 🙂 .

Do Bratysławy zawitaliśmy autostradą prosto z Wiednia (najtańsza cena słowackiej winiety za autostrady to 10 euro). Obie stolice, mimo że to jednak dwa różne państwa, dzieli zaledwie około 70 kilometrów. O zwiedzaniu austriackiej stolicy przeczytacie tutaj. Dziś czas na stolicę Słowacji.

Szczerze mówiąc nie spodziewałem się, że tak bardzo zauroczy mnie największe miasto naszych południowych sąsiadów. Co ciekawe, w miłości tej nie przeszkodziła nawet bardzo średnia pogoda, jaka panowała przez cały nasz pobyt w Bratysławie.

Słowacka Bratislava położona jest, podobnie jak wspomniany wcześniej Wiedeń, nad rzeką Dunaj i jest jedyną stolicą na świecie, która graniczy z dwoma państwami – od południa z Węgrami, a od zachodu z Austrią. W całej Republice Słowackiej mieszka 5 421 000 osób, z czego ponad 432 000 w samej stolicy. Jest to centrum zarówno gospodarczo-polityczne jaki i społeczno-kulturalne kraju. Sercem miasta natomiast, jest tzw. Stare Mesto, a więc bratysławska starówka, wokół której toczyło się również nasze życie i zwiedzanie tego naddunajskiego miasta.

Hotel

Miejscem naszego noclegu, był położony u wzgórza zamkowego, trzygwiazdkowy sieciowy hotel Ibis. Koszt dobowy w pokoju dwuosobowym, to sześćdziesiąt parę euro (w trakcie pobytu, ceny spadły do pięćdziesięciu paru).

Miejsce nieźle dostosowane choć widać, że ma już swoje lata. Szczególnie w łazience ;-). Pokój przystosowany był bardzo duży, z ładnym widokiem na starówkę. I to właśnie największa atrakcja hotelu – jego usytuowanie. Nad hotelem góruje Zamek Bratysławski, a u jego stóp rozpościera się Stare Miasto. Wszędzie blisko.

Dodatkowo, naprzeciwko hotelu znajduje się Zamocky Pivovar. Klimatyczna, niedroga knajpka z regionalnym, przepysznym jedzeniem i własnym browarem. Polecam szczególnie smażony ser i słowackie haluszki oraz ciemne piwo 🙂 .

Starówka

Bratysławska starówka nie jest duża, ale teren jest nieco górzysty, więc trochę mięśniami trzeba popracować. Jest za to niezwykle urokliwa – wąskie przepiękne uliczki i klimatyczne knajpki. Trochę jak z filmu, a nie realnego świata. Szkoda, że pogoda nam nie dopisała, bo miejsce jest naprawdę wyjątkowe.

Przechadzając się uliczkami, rozglądajcie się uważnie. W zakamarkach zabytkowych arterii stolicy Słowacji, czekają na Was wyjątkowe rzeźby, których niezobaczenie, byłoby turystyczną stratą. Na przepięknym Hlavne namestie czyli Rynku Głównym, prócz Fontanny Maksymiliana, czeka na Was napoleoński żołnierz, któremu uroki starówki spodobały się tak bardzo, że postanowił nie wracać w swoje rodzinne strony. U zbiegu ulic Laurinskiej, Panskiej i Bramy Rybackiej natomiast, z kanalizacyjnego włazu wygląda Cumil. I choć sam nie symbolizuje niczego, to jest jednym z najczęściej obfotografowywanych pomników Słowacji, a jego pogłaskanie, obiecuje nadejście szczęścia. Bądźcie czujni, pomników jest więcej 🙂 .

 

 

Na starówce nie zachodziliśmy do żadnego muzeum. Podziwialiśmy jedynie tak piękne budowle jak Stary Ratusz, Primacialny palac (Pałac Prymasowki) czy Slovenske narodne divadlo (czyli gmach Teatru Narodowego). Wyszliśmy także nieco za obręb starówki, dosłownie parę kroków, by zobaczyć Pałac Prezydencki i niesamowitą fontannę. Spacer zwieńczyliśmy wizytą nad brzegiem Dunaju. Wieczorem, Starówka staje się jeszcze piękniejsza, więc nie spieszcie się z jej obejściem. Szczególnie, że przechadzając się ulicami Stare Mesto nie ma raczej problemu z jakością uliczek. Choć jest to z samej już nazwy „stara” część miasta, to jednak jest dość równo. Koniecznie sprawdźcie, a zapewniam, że nie będziecie zawiedzeni!

Zamek Bratysławski

Drugiego dnia postanowiliśmy udać się na bratysławski Zamek (Bratyslavsky hrad). Hotel leży u jego stóp, więc znacznie ograniczyło nam to czas i wysiłek wdrapania się na zamkową górę. Droga jest dość stroma (wzgórze zamkowe mieści się na wysokości 85 m n.p.m.) i samodzielne wejście na „odwrócony stół”, jak nazywają budowlę bratysławianie, mocno wyczerpuje, nawet silnych wózkersów. Zawsze można jednak zajść po drodze, by nieco dodać sobie wigoru 😉 , na małe espresso. Widok na Bratysławę z dworu królewskiego, rekompensuje jednak wszelkie niedogodności. Panorama jest imponująca, choć mur okalający podwórze, nieco utrudnia jej podziwianie.

 

Wstęp na zamek jest bezpłatny dla osoby niepełnosprawnej, a opiekun ma bilet ulgowy. Wejście do twierdzy, odbywa się oddzielnym wjazdem dla wózkerów. Takim, które nie posiada barier architektonicznych. Na terenie zamku nie wejdziemy wszędzie, ale i tak sporo miejsc zwiedzimy. Niestety eksponatów nie ma za wiele. W dużej części zostały wywiezione do Wiednia za czasów Austro-Węgier, pod panowaniem których przez długi czas, znajdowała się Słowacja.

Muzeum Historyczne, działające na terenie terenie monarszej fortecy, może pochwalić jednak się dość pokaźną kolekcją archeologicznych wykopalisk, a także gobelinów, monet i kamieni półszlachetnych. Najcenniejszym eksponatem jest czterocentymetrowy posążek kobiet z mamuciego kła tzw. Wenus z Moravan, wyrzeźbiony prawdopodobnie ok. 22,5 tys. lat temu. Śliczne są także widoki z zamkowych komnat. Warto.

Za zamkiem znajduje się królewski ogród. Niestety my, z powodu pogody, rzuciliśmy na niego tylko okiem, więc za wiele nie jestem w stanie Wam powiedzieć prócz tego, że można podjechać do niego wózkiem.

Bratysława jest piękna i wartą ją odwiedzić. Jedzenie jest przepyszne, a piwo jedne z najlepszych jakie w życiu piłem. Stolica Słowacji jest nieco górzysta, więc trzeba się przygotować na wysiłek fizyczny, ale ulice raczej w dobrym stanie (przynajmniej w centrum, gdzie się poruszaliśmy).

Jedźcie, zwiedzajcie, smakujcie!

Data wyjazdu: sierpień 2016

∗∗∗

Chcesz przeczytać o innych stolicach naszych sąsiadów? Linki znajdziesz poniżej – kliknij w tytuł 🙂 .

Czeska Praga w jeden dzień

Litwa na letni wypoczynek

Berlin, Niemcy



Komentarze

Ten wpis nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

Dodaj komentarz